
Działania Europejczyków miały też inne, fatalne dla mieszkańców Afryki konsekwencje. Priorytet dla upraw przemysłowych sprawił, że drastycznie zmniejszyła się produkcja żywności. Uprawa kakao, czy kawy była po prostu bardziej opłacalna niż produkcja żywności, którą można było przecież tanio importować. W konsekwencji, obecnie prawie połowa mieszkańców Afryki jest niedożywiona. Jak twierdzą eksperci, Czarny Ląd mógłby wyżywić wielokrotnie więcej ludzi, niż wynosi liczba jego mieszkańców, gdyby państwa afrykańskie, skoncentrowały się na produkcji żywności.
Obecnie wiele rządów zrozumiało potrzebę ochrony środowiska naturalnego. W północnej Afryce realizowane są ogromne przedsięwzięcia, których celem jest ochrona zasobów wody pitnej. Z kolei na obszarach dotkniętych erozją gleby masowo sadzi się drzewa.
W rozciągających się na południe od Sahary rozległych sawannach i lasach zakładane są parki narodowe i rezerwaty przyrody, które przyciągają turystów. Napływ turystów sprawia, iż powstają nowe miejsca pracy, a kraj zasilany jest dewizami. Niestety, nawet obszary objęte ochroną nie są wolne od zagrożeń. Jedną z największych plag Afryki jest kłusownictwo. Kły słoni i rogi nosorożca są cennym towarem. Nic więc dziwnego, że kłusowników nie brakuje. W latach 1970-1990 liczba nosorożców spadła poniżej 2500, czyli o 75%. W Zimbabwe strażnicy leśni wyłapują nosorożce i ucinają im rogi; nosorożec bez rogów, bezwartościowy dla kłusowników, jest bezpieczny. Kłusownicy nie zaprzestają jednak polowań, ponieważ około 15% nosorożców wciąż jeszcze ma rogi.